Mężczyzna w kawalerce mieszkał z około dwu-dwuipółletnią suczką, mieszańcem. 10 lutego w nocy zadzwonił do swojej matki i poinformował ją, że zwierzę się nie rusza.

– Na miejsce pojechały jego siostry i zobaczyły, że suczka jest cała zakrwawiona. Zabrały ją do weterynarza. Ten stwierdził, że została skatowana – opowiada Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który postanowił o sprawie powiadomić policję i prokuraturę, bo mimo podjętej przez weterynarza interwencji i podania suczce leków zwierzę nie przeżyło nocy.

Obrażenia zwierzęcia mężczyzna tłumaczył tym, że pies rozpędził się i z impetem uderzył w kaloryfer. Inspektorzy DIOZ-u nie uwierzyli w taką wersję wydarzeń. Podejrzewali, że zwierzę ma pęknięty kręgosłup, bo gdy trafiło do weterynarza, było nie tylko zakrwawione, ale i sparaliżowane. Jego stan był bardzo ciężki. Widoczny był uraz głowy, krew leciała psu z nosa, jego źrenice nie reagowały, a jedna z gałek ocznych niemal wypadała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej