Przychodząc do Śląska, Vitezslav Laviczka podkreślał, że sporo wie o drużynie. Z odtworzenia oglądał niektóre mecze zespołu prowadzonego wówczas przez Tadeusza Pawłowskiego. Później – gdy na krótko ekipę przejął Paweł Barylski – jedno ze spotkań ligowych zobaczył z trybun wrocławskiego stadionu.

Na przemodelowanie, ułożenie zespołu według swojej koncepcji Czech miał pięć tygodni. Dwa ostatnie mecze sparingowe na specjalne życzenie szkoleniowca zostały utajnione – nie transmitowano ich na klubowej stronie internetowej, nie podano składu, a nawet nie robiono zdjęć. Wszystko po to, aby nowy Śląsk był zaskoczeniem dla pierwszego ligowego rywala – Zagłębia Sosnowiec.

Zabetonowany środek

Pierwszy mecz o punkty (wgrany 2:0) i to taki, w którym Śląsk przez godzinę grał z przewaga jednego piłkarza, nie jest jeszcze wystarczającym, kompletnym materiałem do analizy. Jednak pewne wnioski można już wyciągnąć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej