180 lat temu świat poznał wynalazek Louisa Jacques’a Daguerre’a. Francuski malarz i scenograf ogłosił, że na polerowanej i posrebrzanej płytce miedzianej można utrwalić obraz. Tak narodziła się fotografia.

Dzisiaj dagerotypy warte są majątek. Wrocław ma pięć dagerotypowych widoków, a Warszawa ani jednego. 

– Wiemy, że znakomity architekt Carl Ferdynand Langhans zainteresował się dagerotypią, gdy tylko świat poznał ten wynalazek. W 1840 r. pokazał na V Wystawie Wyrobów Ojczystej Myśli Technicznej dwa widoki Wrocławia: Ostrów Tumski i Tauentzienplatz [dziś pl. Kościuszki] – opowiada mi Zygmunt Wielowiejski, kolekcjoner i znawca XIX-wiecznej fotografii, autor wspaniałego albumu „Hermann Krone i inni. Wrocław na fotografii 1840-1900", wydanego trzy lata temu przez Via Nova.

Dagerotypia była bardzo kosztowna, na płytce wykonywano zdjęcie o dużej rozdzielczości, ale bez możliwości powielenia. Langhansa stać było jednak na takie eksperymenty, amatorską zabawę.Niestety, jego dagerotypy zaginęły, znamy je tylko z opisów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej