Rozmowa z Magdaleną Dobrzańską-Frasyniuk

Karolina Kijek: Media piszą o pani: „Żona Frasyniuka pozywa Sklepowicza", „Żona Frasyniuka dopięła swego", „mocne słowa żony Frasyniuka”...

Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk: – Chce pani zapytać, czy mi ta „żona Frasyniuka” przeszkadza?

Przeszkadza?

– Media kochają takie uproszczenia, teksty lepiej się wtedy klikają. Oczywiście, chciałabym w pierwszej kolejności być Magdaleną Dobrzańską-Frasyniuk, a „żoną Frasyniuka” dopiero po przecinku. Jestem naturalnie bardzo dumna z bycia „żoną Frasyniuka”, ale to nie oznacza rezygnacji z własnych ambicji. 

Pani mąż o pani: „Magda powiedziała mi: Frasyniuk, lubię gotować, ale jestem wolną osobą. Muszę mieć własne pieniądze i firmę". Tak było?

– Gotuję dlatego, że lubię, nie dlatego, że muszę czy wypada. Niezależność była zawsze dla mnie bardzo ważna i cieszę się, iż udało mi się ją osiągnąć w życiu zawodowym. Bardzo doceniam partnerski układ w naszym małżeństwie. To bardzo pomaga, gdy wiem, że jeżeli zostanę dłużej w pracy, Władek odbierze naszego syna Antka i zawiezie go na zajęcia pozalekcyjne. I oczywiście vice versa. To dla nas naturalny podział obowiązków.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej