Do podpalenia biura posłanki Beaty Kempy doszło przed godz. 2 w nocy 12 grudnia 2017 r. w jej rodzinnym Sycowie. Policjantów z komendy w pobliskiej Oleśnicy o zdarzeniu powiadomił alarm, który uruchomił się w biurze. Na miejsce został wysłany patrol, a funkcjonariusze odkryli, że chodzi o podpalenie, a nie włamanie, jak przypuszczali początkowo.

Powiadomili straż pożarną, która ugasiła niewielki ogień, potrzeba było do tego raptem 50 litrów wody. Do poważniejszych strat nie doszło. W budynku została wybita szyba, po ogniu zostały osmolone drzwi i podłoga.

Ponieważ biuro Kempy mieści się w budynku wielorodzinnym, w którym mieszka 18 osób, prokuratura zarzuciła Sebastianowi K. czyn o charakterze terrorystycznym: „sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach”. Sebastian K. zdaniem prokuratury działał z powodu przynależności politycznej posłanki Beaty Kempy do partii tworzącej koalicję rządzącą, „a także w celu wyrażenia swojej dezaprobaty dla obecnej koalicji rządzącej w Polsce oraz w celu zmuszenia Rządu oraz parlamentarzystów (...), a także Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej do zaniechania określonych działań”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej