Cudzoziemiec D. w kwietniu 2017 r. złożył wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy i pracę. Przez pięć miesięcy próbował dowiedzieć się, na jakim etapie jest jego sprawa. W urzędzie wojewódzkim słyszał, że bezpośredni kontakt z inspektorem zajmującym się jego wnioskiem jest możliwy tylko po wezwaniu. Próżne były próby dodzwonienia się na urzędową infolinię, bo działała tylko trzy dni w tygodniu przez godzinę dziennie. A chętnych na dodzwonienie się są tysiące.

Liczcie na cud

W końcu żonie D. udało się skontaktować z kierowniczką, która stwierdziła – jak czytamy w sądowych dokumentach – „że nie odpowiada za pracę podległego jej wydziału, mimo że zajmuje stanowisko kierownicze”, i odesłała do kontaktu za pośrednictwem infolinii, a po poinformowaniu jej, że uzyskanie połączenia telefonicznego jest niemożliwe, odpowiedziała, że „cuda się zdarzają”.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej