Do niewiarygodnej sytuacji doszło w 17. kolejce Energa Basket Ligi Kobiet. Koszykarki Ślęzy Wrocław grały na wyjeździe z ASZ-em Pszczółką Lublin. W ostatniej kwarcie wrocławianki powiększały przewagę i w pewnym momencie objęły bardzo wysokie prowadzenie. Na mniej niż trzy minuty przed końcem gry Ślęza prowadziła aż 75:60 i wszystko wskazywało, że losy rywalizacji są już definitywnie rozstrzygnięte.

156 sekund dramatu

Wielką sztuką było przegrać ten pojedynek, ale jednak Ślęzie udało się tego dokonać. Ostatnie 156 sekund regulaminowego czasu gry przejdzie do niechlubnej historii wrocławskiego klubu.

Było 2,36 min przed końcem pojedynku, a lublinianki przegrywały 60:75, co dokładnie widać na zdjęciu. W tym momencie celny rzut oddała Kateryna Rymarenko i tą akcją rozpoczęła niewiarygodną pogoń AZS-u.

Ukraińska skrzydłowa, która dwa lata temu w barwach Ślęzy sięgała po mistrzostwo Polski, zaczęła dokonywać rzeczy niewiarygodnych. Błyskawicznie trafiała praktycznie z każdej pozycji, w tym trzy razy trafiły za trzy punkty. W całym pojedynku zdobyła 26 punktów (sześć razy za trzy). Wspomagała ją amerykańska rozgrywająca Brianna Kiesel.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej