Ola i Kamil poznali się cztery lata temu w technikum w Ząbkowicach Śląskich. Zaczęli się spotykać. Kamil był odludkiem. Spotykali się u Oli w domu, siedzieli sami w jej pokoju. Ola była wesoła, chciała zostać weterynarzem, kochała zwierzęta.

Coś się między nimi popsuło w wakacje ubiegłego roku w Holandii, gdzie pojechali do pracy. Po powrocie Ola miała siniaki na twarzy. Jej znajomi mówili, że Kamil ją pobił i wyrzucił z domu. Ona nigdy się do niczego nie przyznała.

Jesienią się rozstali. Ola pod koniec roku poznała Patryka, z którym spędziła święta i sylwestra. Kamil jednak ciągle do niej przychodził. Przyszedł też 9 stycznia rano. Ola źle się tego dnia czuła i nie poszła do szkoły. Byli sami, więc nikt nie wie, co się wydarzyło. Kamil twierdził potem, że wziął nóż, bo chciał popełnić samobójstwo. Ostatecznie jednak zabił dziewczynę, zdając jej 118 ciosów. Gdy złamał mu się jeden nóż, sięgnął po drugi. Miała 19 lat.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej