– Wrocław czekał na to ponad 70 lat – mówił poruszony prof. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego, a gdy konserwatorzy zaczęli otwierać cztery skrzydła zakrywające centralną szafę, po sali przeszedł szmer.

Emocje były wielkie, bo ołtarz ufundowany przez bp. Andreasa von Jerina przez kilka wieków cieszył się sławą jednego z największych cudów Wrocławia. To dzieło złotnika Paula Nitscha i malarza Bartholomaeusa Fichtenbergera, ołtarz główny katedry od 1591 r. niemal do końca II wojny światowej. – Powstało dzieło niemające na Śląsku odpowiednika. Nic dziwnego, że płyta nagrobna Jerina jest tak usytuowana w prezbiterium, że biskup cały czas patrzy na ołtarz – mówi Jacek Witecki, kustosz Muzeum Narodowego.

Jerin okazał się hojnym fundatorem. Zapłacił artystom 10 tys. talarów, czyli równowartość 200 koni pociągowych. Ale ta cena nie powinna dziwić, bo figury Chrystusa Ukrzyżowanego, Matki Boskiej, św. Jana Ewangelisty, św. Jana Chrzciciela, św. Wincentego Lewity, św. Andrzeja Apostoła oraz św. Jadwigi Śląskiej wykonano z czystego srebra, „ex puro argento”, jak zaznaczono w tekście fundacyjnym, także wybitym w srebrnej blasze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej