9 stycznia 2017 r. na jednym z blokowisk w Ząbkowicach Śląskich doszło do tragedii. 21-letni wówczas Kamil M. przyszedł do mieszkania rodziców swojej byłej dziewczyny – 19-letniej Aleksandry. Podczas śledztwa tłumaczył, że uznał, iż Aleksandra dziwnie się zachowuje i nie jest sobą.

Wtedy poszedł do kuchni, wziął nóż, wrócił do pokoju i bez słowa zaczął zadawać ciosy. Pierwszy w gardło. Następne w klatkę piersiową, brzuch i głowę. Dziewczyna zaczęła wzywać pomocy, pytała go, co robi. Udało jej się wybiec na klatkę schodową, ale Kamil M. ją dogonił. Uderzał z taką siłą, że ostrze pierwszego noża wykrzywiało się od zadawania ciosów, więc bił pięściami po całym ciele. Gdy dziewczyna leżała, poszedł po drugi nóż i uderzał dalej. – Ona jedynie podrygiwała – zeznawał później w czasie śledztwa. W końcu porzucił nóż, zostawił dziewczynę na klatce schodowej i wyszedł z bloku. Później sam zgłosił się na policję i opowiedział, co zrobił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej