Rozmowa z Piotrem Rachwalskim, odwołanym prezesem Kolei Dolnośląskich

Mateusz Kokoszkiewicz: Odwołali pana po czterech i pół roku pracy.

– Czuję się, jakbym wysiadł z pociągu na stacji pośrodku Puszczy Białowieskiej. Zostałem nagle bez napiętego kalendarza i tysiąca spraw, setek mejli i tematów. To oczywiście bardzo przyjemne, bo schodzi z głowy coś, co nie daje spać – na przykład inwestycje. Z drugiej strony mam poczucie pewnej pustki, straty. Czy warto tak bardzo się angażować? Okazuje się, że jednego dnia można być potrzebnym, a drugiego – decyzją właściciela – wszystko, co ważne, znika.

Ale dostał pan też dużo głosów poparcia.

– To miłe, bardzo dziękuję za tę kampanię wsparcia. Parę lat temu taka reakcja spowodowałyby zmianę decyzji, albo chociaż udawanie, że nigdy takich planów nie było. Teraz jest inaczej i nikt nie kryje, że decyzje mogą być podejmowane bez żadnych powodów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej