Na prezentacji byli obecni byli właściciele, którzy już kilka lat temu zdeponowali obraz we wrocławskim Muzeum Narodowym.

- Jesteśmy potomkami rodziny Schnellów ze Starych Brodów. To Artur Schnell kupił płótno na licytacji majątku po Ottonie Hausnerze, galicyjskim polityku, kolekcjonerze dzieł sztuki i znawcy malarstwa włoskiego - tłumaczyła Anna Roszkowska.

Hausner zmarł we Lwowie w 1890 r. (jest pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim), jego spadkobiercy nie poradzili sobie z problemami finansowymi i Tintoretto powędrował w świat.

- Artur Schnell przekazał go synom, a ponieważ oni umarli bezpotomnie, płótno odziedziczyła Emma Steinsberg, dla nas ciocia Zionia. To ona przywiozła obraz ze Lwowa do Opola, razem z pamiątkami po rodzinie Schnellów. Pamiętam, jak wisiał w domu. Wszystkie dzieci bały się tej ręki Narcyza, zanurzonej w wodzie. Płótno było zniszczone, więc wody nie widzieliśmy i wydawało nam się, że ta ręka to straszna łapa, która się do nas wyciąga - opowiadała Anna Roszkowska. - W rodzinie panowało przekonanie, że obraz jest autorstwa Veronese'a albo Tintoretta. Ale dopiero w latach 60., gdy płótno zostało poddane w Krakowie zachowawczej konserwacji, tamtejsi specjaliści uznali, że to raczej Tintoretto.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej