W pierwszy weekend stycznia ratownicy GOPR mieli pełne ręce roboty. Warunki były bardzo trudne. Padał marznący deszcz. Do tego mocno wiało. Mokra odzież przemakała i po chwili robiła się znacznie cięższa od lodu. To nie przeszkodziło znanemu bokserowi Arturowi Szpilce wyruszyć na szlak ze swoim psem. Pięściarz razem z Pumbą utknęli na kilka godzin w schronisku "Dom Śląski". I jak tłumaczy, mogli albo tam przenocować, albo zostać zwiezieni przez ratowników.

- Takiej pogody dawno nie widziałem. Pumba bardzo się bał - powiedział Szpilka na nagraniu, które opublikował na Instagramie.

W akcji ratunkowej Szpilki i psa uczestniczyło dwóch ratowników. Ściągnęli potrzebujących na dół na saniach.

- Zgłoszenie otrzymaliśmy w sobotę około godziny 14. Pies był bardzo wychłodzony i nie reagował na bodźce zewnętrzne. Stan właściciela był lepszy, ale też nastąpiło wychłodzenie. Znajdowali się w schronisku, ale wiedzieliśmy, że warunki będą się pogarszać, i ewakuowaliśmy pieska i jego pana - wyjaśnia Czubak.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej