W marcu 2011 r. pod oknami gabinetu dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego zbiera się orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Gra mu utwór „Time to say: goodbye” („Czas się pożegnać”). Pracownicy tej instytucji walczyli wtedy już o to od dwóch lat.

Związek Pracowników Opery i Filharmonii Podlaskiej stracił cierpliwość do Nałęcz-Niesiołowskiego, kiedy ten zmienił regulamin premiowania. Ocenili, że jest zbyt uznaniowy.

A gdy w 2011 r. zwolnił trzech muzyków, proponując im kontrakty bez zabezpieczenia socjalnego, ruszyła lawina protestów i zmiotła Nałęcz-Niesiołowskiego z dyrektorskiego fotela.

Niech Jezus Chrystus prowadzi cię, dyrektorze

Marcin Nałęcz-Niesiołowski szefem Opery i Filharmonii Podlaskiej został w 1997 r. Miał 25 lat. Chwilę wcześniej skończył studia na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Doceniano go. Ambitny, utalentowany, nagrał z artystami pięć płyt, a jedna z nich była nominowana do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyki 1999.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej