To o tyle dziwne (nawet biorąc pod uwagę rodzimą pazerność tych, co dorywają się do władzy), że niepodważalnymi sukcesami KD, z których największym jest bez wątpienia wybieranie tegoż przewoźnika przez mieszkanki i mieszkańców Dolnego Śląska, chwalił się, słusznie zresztą, w kampanii wyborczej sam stary-nowy marszałek Cezary Przybylski. A po swym wyborczym zwycięstwie zapewniał, że Koleje będą nadal jego oczkiem w głowie.

Nie wierzę, że marszałek jest aż tak naiwny, by sądzić, że tego typu spółką może zarządzać z powodzeniem osoba z politycznego nadania, a nie fachowiec. Może od razu wszystkiego nie popsuje, ale na pewno będzie jej brakowało wizji i wiedzy obecnego jeszcze prezesa, która pozwoliła Kolejom Dolnośląskim nabrać rozpędu. A w dzisiejszym świecie przyhamowanie, wytracenie dynamiki będzie cofaniem się.

Wygląda raczej na to, że marszałek Przybylski niewiele w tej sprawie może. Po tym, co dzieje się z KD, widać, kto rzeczywiście rządzi naszym regionem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej