W Ścięgnach koło Karpacza Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt interweniował w kwietniu tego roku. Dwa koty i pies zostały odebrane właścicielowi, bo DIOZ dostał sygnał, że mężczyzna zostawił je same. Inspektorzy są przekonani, że zostawił je na pewną śmierć.

– Ustaliliśmy, że Jakub G. trzymał zwierzęta bez jedzenia i wody przynajmniej kilka dni. Co potwierdziła właścicielka mieszkania, która wynajmowała mężczyźnie ten lokal – przekonuje Konrad Kuźmiński z DIOZ.

Sąsiedzi Jakuba G. również poinformowali inspektorów, że mężczyzna przyjeżdżał do miejsca swojego zamieszkania jedynie po to, by zmienić samochód, a do mieszkania wcale nie wchodził.

Jak relacjonują inspektorzy, gdy 14 kwietnia ok. godz. 22 weszli do mieszkania, zwierzęta były zlęknione i odwodnione. W powietrzu unosił się fetor amoniaku, a podłoga była pokryta wyschniętym moczem i odchodami. W kuchni na podłodze stały puste miski, w jednej tylko znajdowały się resztki spleśniałej karmy. – Weterynarz stwierdził, że znaczne odwodnienie mogło doprowadzić do zgonu zwierząt w ciągu najbliższych 36 godzin – informują inspektorzy. – Ten mały pies był tak spragniony, że gdy wlaliśmy wodę do miski, chlipał ją prawie dwie minuty – wspomina Konrad Kuźmiński.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej