Prokurator nie znalazł matki dziecka, a śledztwo zostało umorzone wobec niewykrycia sprawcy. Dziewczynka jednak nie pozostanie bezimienna i niezapamiętana.

- Będzie przypominała świdniczanom o tej tragedii - mówi Marek Rusin, szef świdnickiej Prokuratury Rejonowej, która śledztwo prowadziła.

Dziecko przypadkiem znalazł pracownik wysypiska w Sulisławicach - na taśmie sortującej. Płód był nagi i zawinięty w reklamówkę. Po sekcji zwłok okazało się, że dziewczynka urodziła się żywa, między 36. a 37. tygodniem ciąży. Biegły na jej ciele znalazł ślady uduszenia.

Prokurator wszczął śledztwo. Szukano przede wszystkim matki dziecka. Apelował do mieszkańców, by zgłaszali przypadki kobiet, które były w ciąży, a już nie są i nie mają dzieci.

– Postawiliśmy dwa zarzuty – mówi Marek Rusin. – Pierwszy dotyczył zabójstwa, drugi znieważenia zwłok.

Sekcja zwłok potwierdziła, że dziewczynka żyła pół godziny. Potem ktoś zacisnął na jej szyjce ręce i spowodował śmierć. Stało się to między 11 a 13 kwietnia 2017 roku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej