Sąd w Legnicy rozpatruje sprawę Grzegorza G. z Biedrzychowej, który w marcu br. oznajmił swej przyjaciółce Ewie, że wyprawi jej osiemnastkę w swoim domu. – Tego prezentu nie zapomnisz do końca życia – zapewniał.

– Znaliśmy się od piaskownicy, razem chodziliśmy do podstawówki. Ufałam mu – mówi Ewa. Zaproszone miały być jeszcze dwie koleżanki i starszy o rok kolega Maksymilian M.

Tuż przed imprezą okazało się, że dziewczyn jednak nie będzie. – Poszłam, czemu miałabym nie iść? Nieraz odwiedzaliśmy się w domach, czułam się tam bezpiecznie – wspomina Ewa. Opisuje, w co była ubrana: spodnie z dziurami na kolanach, bluzka, sweter. Zwyczajne ciuchy.

Usiedli w pokoju Grzegorza, rozmawiali.

– Grzesiek dał mi coś fioletowego do picia. „Słodkie” – mówi. To ostatnie wspomnienie z tamtego wieczoru. Straciła świadomość, nie wie, jak wróciła do domu.

– Pamiętam tylko, że idę i widzę swoje nogi. Od kolan w dół – mówi. W domu przebrała się w piżamę i położyła spać. Rano czuła się okropnie, bolało ją całe ciało. Nie mogła jeść, co chwilę wymiotowała. Napisała do przyjaciela: „Coś ty mi Grzesiek zrobił?”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej