Wejście w samej bieliźnie na Śnieżkę organizował poznaniak Maciej Szyszka, fizjoterapeuta i trener personalny. Cel obrał charytatywny – zbiórkę pieniędzy dla małej Matyldy, która ma zdeformowaną nóżkę. Kwestowano dla mniej na stronie fundacji Siepomaga, a warunkiem uczestnictwa w ataku na najwyższy szczyt Karkonoszy była wpłata na rzecz dziewczynki minimum 100 zł.

Odzew był spory, bo w szortach i strojach kąpielowych w góry chciało się wybrać niemal 100 osób. Motywacją dla nich miało być też pobicie rekordu Polski w wejściu bez ubrania.

– To się nie udało. Akcja golasów została odwołana po konsultacji z naczelnikiem GOPR. Nie chcieliśmy ryzykować i pokazywać, że nie szanujemy decyzji ratowników – mówi w rozmowie z „Wyborczą” Szyszka. Przyznaje, że mimo to przy wyciągu pod Kopą w sobotę pojawiło się 120 osób, które w ubraniach ruszyły rano na szczyt.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej