Nie ma zmiłuj: trzeba się promować w mediach społecznościowych, walczyć o klikalność, rozpoznawalność, pisać blogi i kręcić filmy na YouTube.

Marcel Proust fotografuje magdalenkę – słynne ciasteczko z „W poszukiwaniu straconego czasu” – i pewnie zaraz wrzuci je na Facebooka. Franz Kafka ma już mnóstwo znajomych w świecie owadów, jego wpisy lajkują więc Gregor Samsa z kolegami, Szekspir prowadzi streaming z duszenia Desdemony przez Otella, a propozycje piekielnych tortur rozpalają emocje na fanpage’u Dantego. Andersen zalewa się łzami nad losem brzydkiego kaczątka, co wywołuje natychmiast reakcję hejterów, Saint-Exupéry fruwa samolotem i wrzuca zdjęcia na Instagrama (dać tu reklamę linii lotniczych?), a James Joyce zawiera znajomość z Homerem (obaj lajkują „Ulissesa”).

Spece od PR-u kombinują z Tomaszem Mannem, jak sprzedać „Śmierć w Wenecji”: wystrzałowa stylówa, cygaro i koniecznie gondolier z trupią czachą. A jak wylansować Edgara Allana Poego? Zróbcie coś z tą jego fryzurą, najlepiej wielkiego kruka (dajemy reklamę lakieru do włosów).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej