PiS i Bezpartyjni Samorządowcy będą wspólnie rządzić Dolnym Śląskiem. Poparcie tych drugich kosztuje: rząd ma obniżyć o 15 procent podatek od kopalin, Bezpartyjni dostaną stanowisko marszałka Dolnego Śląska (będzie to Cezary Przybylski) i wskażą dwóch członków zarządu. PiS zachowa stanowisko przewodniczącego sejmiku i dwóch wicemarszałków. Prezydent Lubina Robert Raczyński, lider Bezpartyjnych, przekonuje, że porozumienie oznacza też więcej rządowych pieniędzy na Dolnym Śląsku, m.in. na inwestycja sportowe na Polanie Jakuszyckiej i w Lubinie i na szpital we Wrocławiu.

Wybory samorządowe 2018: nie chcą „Misiewiczów”

Nie wszystkich jednak przekonują te słowa: – Mam mnóstwo sygnałów od pracowników urzędu marszałkowskiego i instytucji z Dolnego Śląska podległym UM, że zamierzają protestować, jeżeli PiS faktycznie przejmie władzę w województwie – mówi Józef Pinior. – To szeregowi pracownicy, doskonali fachowcy, którzy zresztą często głosowali na Bezpartyjnych, głosując tym samym przeciw PiS. Teraz boją się nalotu niekompetentnych „Misiewiczów”, obsadzania stołków przypadkowymi ludźmi, ale też obawiają się o stabilizację finansową województwa. Nie wykluczają nawet strajków. Będziemy ich w tym proteście wspierać w każdym mieście.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej