Na czele Marszu Polski Niepodległej szli były ksiądz Jacek Międlar i skazany za spalenie kukły Żyda Piotr Rybak. Uczestniczyło w nim około 10 tys. osób: kibice Śląska Wrocław, narodowcy, jak i rodziny z dziećmi czy osoby starsze. Był też transparent Zadrugi, skrajnie nacjonalistycznego i pogańskiego ugrupowania. I banery: „Śmierć wrogom ojczyzny” oraz „Życie i śmierć dla narodu” ze znakiem krzyża celtyckiego. – To było hasło marszu. I hasło przedwojennej organizacji terrorystycznej, Narodowej Organizacji Bojowej, zbrojnego ramienia ONR-Falangi – zaznacza Patryk Iwanicki z Obywateli RP, który organizował kontrmanifestację mieszkańców.

Marsz narodowców wyruszył na rynek spod dworca PKP, ale stanął zaraz po tym, jak kilkanaście osób odpaliło zabronione race. Interweniowała obserwatorka z urzędu miejskiego. Jednak materiały pirotechniczne, w tym petardy, były odpalane przez uczestników także później – m.in. gdy marsz dotarł na ul. Świdnicką. Tam, przy infopunkcie Barbara, w pokojowej, legalnej kontrmanifestacji „Nacjonalizm to nie patriotyzm” stało około 200 mieszkańców. Zorganizowały ją Strajk Kobiet, Obywatele RP, Demokratyczna RP i KOD. Na apel, aby w wiecu wzięli udział dolnośląscy posłowie, odpowiedział tylko Jacek Protasiewicz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej