28 kwietnia 2017 r. w jednym z prawicowych serwisów internetowych pod tekstem dotyczącym Ukraińców ktoś skomentował: „banderowskie bydło”. Później komentarze tej samej osoby zaczęły się pojawiać częściej. O naszych wschodnich sąsiadach pisał jeszcze per „UPAdlińcy”. O muzułmanach – „murzyńska dzicz”, „ciapaci”, wreszcie „niewyżyte seksualnie dzikusy, którzy mają wiecznie napuchnięte jądra”.

Internetowy hejt jest do wyśledzenia

Te i kilkadziesiąt innych, dużo mniej cenzuralnych, wpisów w stylu: „Ukraina to tania k...”, „Wy, nędzne ukraińskie, tchórzliwe ścierwa, wasz koniec jest bliski”, zwróciły uwagę przedstawicieli Związku Ukraińców w Polsce (ZUwP). Monitorują oni sieć, aby ujawniać i zgłaszać policji przykłady mowy nienawiści. W listopadzie ubiegłego roku powiadomili o nich Prokuraturę Rejonową dla Warszawy-Pragi Północ.

Śledczy nie mieli większych problemów ze zidentyfikowaniem sprawcy, którego namierzyli po adresie IP łącza internetowego, z którego korzystał. Tak trafili do mieszkania w Częstochowie i autorowi nienawistnych komentarzy przedstawili zarzut z art. 257 Kodeksu karnego („Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej