Zwyczajna kobieta, a jednak nadzwyczajna. W niej tkwi siła, optymizm i prawdziwa wola życia. Mam na myśli moją babcię – Stanisławę Wichę. Skończyła 90 lat i mieszka w wiosce Lędzina w województwie dolnośląskim. Jest osobą wciąż samodzielną, pielęgnuje swój ogródek, dużo czyta i jeszcze do niedawna podróżowała sporo po Polsce.

***

Jej przygoda życia zaczęła się w 1928 r. na Wołyniu w miejscowości Równe (okręg Sarny). Dom rodzinny wspomina jako ciepły i pełen miłości, mimo że wychowywała się bez biologicznego ojca. Ojczym – z pochodzenia Niemiec – dbał o dzieci w jednakowym stopniu, pomimo że dla swojej żony nie był idealnym mężem. Zdradzał ją, bił, aż w końcu zdecydował się opuścić rodzinę dla innej kobiety. Babcia wychowywała się jednak w rodzinie wielopokoleniowej, gdzie każdy sobie pomagał i wspierał w trudnych sytuacjach.

Sielankowy czas został przerwany w wyniku II wojny światowej. Szczególnie brutalnie babcia wspomina rzeź na Wołyniu. Banderowcy zamordowali jej brata, a z dnia na dzień wielu przyjaciół stało się wrogami. Babcia podkreśla, że przed wojną relacje polsko-ukraińskie były poprawne. W wyniku wojny wiele osób pochodzenia ukraińskiego zaczęło występować przeciwko Polakom, mordując ich lub wydając.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej