Anna Kowalczyk-Derlęga jest członkinią wrocławskiego KOD i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Na 10. Wrocławski Marsz Równości przygotowała platformę z dmuchanym jednorożcem, tęczowymi flagami i plakatami z logo Strajku.

– Wracaliśmy do biura z pl. Wolności, gdzie zakończył się marsz – opowiada Anna. – Na ul. Kościuszki minęliśmy sklep Śląska Wrocław, pod którym stała grupa mężczyzn ubrana na czarno, w „patriotyczne” stroje. Kolega radził, żeby spuścić powietrze z jednorożca, ale myślałam sobie wtedy: „Co może się stać?”.

Anna z kolegą dojechali na ul. Stawową. Żeby wejść do biura, wjechali na podwórko. Kobieta pamięta, że platforma z jednorożcem hałasowała na kostce brukowej. Pewnie dlatego nie usłyszeli, jak podbiegają do nich mężczyźni.

– Było ich, tak myślę, ośmiu. Jeden wyrwał banner Strajku Kobiet, inny zabrał flagi z platformy. Gdy sięgnął po moją torbę z rzeczami i megafon, zareagowałam. Wyrwałam mu rzeczy, zaczęliśmy się szarpać, wywrócił mnie i pociągnął po bruku – mówi Anna. – Mam zdarte kolano, łokieć. Wyzywał nas i groził, a na koniec kopnął mnie w plecy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej