Tak umiarkowaną - w porównaniu z innymi dramatami Mrożka - popularność „Garbusa” można traktować jako świadectwo bezradności potencjalnych reżyserów wobec tekstu. Trudno się jej dziwić - o „Garbusie” można powiedzieć, że jest to rzecz o manipulacji, tej w skali mikro, sprowadzonej do relacji między dwójką ludzi, ale też makro, dotykającej całego społeczeństwa. Jest to też opowieść o tym, z jaką łatwością można zarazić ludzi wokół nas wrogością do wszystkiego, co wyrasta poza standard, uznawaną społecznie normę. 

Tu figurę innego, obcego ucieleśnia tytułowy Garbus (Maciej Tomaszewski), gospodarz pensjonatu, do którego przybywają Baron (Wiesław Cichy) z Baronową (Zina Kerste), Onek (Krzysztof Boczkowski) z Onką (Maria Kania) oraz tajemniczy Student (Marcin Łuczak), którego śladami podąża tajny agent Nieznajomy (Maciej Kowalczyk). Jest też „Garbus” historią o władzy, o stosunkach zależności w pozornie tylko demokratycznym społeczeństwie. Przy czym wszystkie te tematy pojawiają się w napięciach psychologicznych między piątką postaci, w tym - dwiema parami, co sprawia, że jest „Garbus” również narracją o grze miłosnej, albo może o grze, w której stawką są miłość i szczęście. A ponieważ nie mamy do czynienia z trzymającym w napięciu telewizyjnym serialem, nie będzie spoilerem, jeśli zdradzimy, że w tej grze nie będzie zwycięzców, a wyłącznie przegrani. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej