Po ponad 70 latach od zakończenia II wojny światowej nadal nie wiemy, co się działo w jedynym obozie koncentracyjnym na Dolnym Śląsku przez kilka miesięcy dzielących zakończenie wojny i zasiedlenie tych terenów przez polskich mieszkańców.

Rok temu Instytut Pamięci Narodowej wszczął ponowne śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych na terenie byłego niemieckiego obozu Gross-Rosen. Chodzi o ustalenie pełnej listy ofiar oraz zweryfikowanie danych funkcjonariuszy i więźniów funkcyjnych pełniących służbę w obozie głównym i jego filiach. A także ustalenie żyjących sprawców zbrodni i pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej. Choć to ostatnie ze względu na upływ czasu będzie już raczej niemożliwe.

Śledztwo ma też pokazać, jak funkcjonował KL Gross-Rosen, jak pozbawiano w nim życia więźniów, jak wyglądał system pracy przymusowej, eksperymentów paramedycznych i doświadczeń na więźniach, a także jakie były okoliczności likwidacji obozu.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej