Był drugi dzień Bożego Narodzenia. 26-letni Dawid P. wracał ze swoją partnerką i dzieckiem do domu z wizyty u rodziny. Postanowił wpaść jeszcze do znajomych. Ta decyzja zmieniła jego życie na zawsze. W nocy zatrzymała go policja. Wcześniej nożem kuchennym zabił jednego ze współbiesiadników. Drugiego ugodził 38 razy nożem.

Podczas świątecznej wizyty u znajomego Dawid P. spotkał Mateusza K. i Sebastiana K. Obaj cieszyli się w mieście bardzo złą opinią. Podczas procesu wyszło na jaw, że mieli związki z narkotykami. Dawid P. nieopatrznie pochwalił się im, że ma w domu hodowlę marihuany. To wystarczyło, by wzbudzić ich zainteresowanie. Panowie pojechali z Dawidem P. do jego domu. – Chciałem się wykręcić – mówił potem mężczyzna w sądzie. – Bo ubarwiłem to, co im powiedziałem.

Wiedział, że w domu jest jego partnerka z malutkim dzieckiem. Wiedział też, że „hodowla” to dwa krzaki marihuany, które trzymał w szafie. Mężczyźni w mieszkaniu pili alkohol, brali też prawdopodobnie narkotyki. Dawid P. zeznał, że w pewnym momencie Mateusz K. zaproponował mu, by sprzedawał dla niego narkotyki. Ten nie chciał się zgodzić. – Powiedział, bym został jego żołnierzem – mówił podczas składania zeznań przed sądem. Byli w kuchni. Dawid P. złapał nóż i schował go w kieszeni spodni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej