O niespodziewanej wizycie agentów CBA w celi aresztowanego wtedy Gawłowskiego poinformował jego obrońca Roman Giertych. W sobotę na Facebooku napisał, że pracownicy Biura specjalnie przyjechali z Wrocławia do Szczecina 19 czerwca.

Jak stwierdził, przesłuchanie nie było protokołowane, nie poinformowano o nim obrońców Gawłowskiego, nie miało także żadnego związku ze sprawą, za którą był tymczasowo aresztowany (zarzuty korupcji przy ustawianiu przetargów w Zachodniopomorskim).

Wizytę agentów potwierdził „Wyborczej” rzecznik CBA Piotr Kaczorek. Tłumaczył, że chodziło o poinformowanie polityka PO o wszczęciu kontroli jego oświadczeń majątkowych. Za sugestie, że agenci próbowali namawiać Gawłowskiego do obciążania innych polityków Platformy, Biuro zagroziło „wyciągnięciem konsekwencji prawnych”.

Udało nam się dotrzeć do dokumentów tej sprawy. Rozkaz o wszczęciu kontroli oświadczenia majątkowego posła PO wydał dyrektor wrocławskiej delegatury CBA Tomasz Tomaszewski. Upoważnił go do tego szef całego biura Ernest Bejda. Tomaszewski do pracy wyznaczył czwórkę agentów z wydziału kontroli: Dobromiła B., Agnieszkę M., Ewę L., Piotra Ł. Gawłowski nie pamięta jednak nazwisk osób, które były u niego w celi: – Była to para: mężczyzna i kobieta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej