Chmielewski od lat działa na rzecz zwierząt. Kilkanaście lat temu razem z żoną w Rakowie pod Wrocławiem założyli ośrodek dla starszych, schorowanych i niechcianych psów. W otoczonym lasem domu mieszka ponad 35 psów.

Swoje miejsce znalazł tam między innymi 11-letni Bronek, chorujący na białaczkę, mający nieoperacyjnego guza wątroby. Po wypadku porusza się on na dwóch łapach. Jest też 18-letni Pluto, głuchy i niewidomy, który całe życie spędził w budzie, na łańcuchu. A także 13-letni Misio – on został sam po śmierci właściciela.

– Pomagamy tym, którym nikt nie chce pomóc. Ratujemy te niechciane, tak aby na koniec swojego życia choć przez chwilę czuły się szczęśliwe i bezpieczne i aby mogły odejść w spokoju – zaznacza pan Miron.

Jednak spokój mieszkańców i schorowanych zwierząt często burzą myśliwi, od lat polujący w okolicznych lasach.

Chmielewski: – Strzelają w nocy albo nad ranem, nie szanując ludzi i ich prawa do ciszy nocnej. W nocy przejeżdżają samochodami terenowymi pod ośrodkiem, trąbią złośliwie budząc domowników i zwierzęta. Psy podczas spacerów znajdują kawałki zgniłych łap, głów, korpusów, bo myśliwi po zranieniu często nie tropią zwierząt. I te po prostu powoli umierają. Kilka razy interweniowałem, żeby nie polowali w pobliżu naszego ośrodka. Ale od myśliwych słyszałem tylko wulgaryzmy i groźby. Jeden groził, że zakopie mnie w lesie, inny wycelował strzelbę w powietrze i strzelił.

To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.