Dorota Orłowska ma 32 lata i choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Ustawa o szczególnych rozwiązaniach wspierających takie osoby jak ona to pokłosie protestu osób z niepełnosprawnością i ich rodziców, który trwał w Sejmie przez 40 dni.

Rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska po majowym głosowaniu nad projektem ustawy zapewniała: – To jest realny zapis. Cztery korzyści dla osób niepełnosprawnych: bez skierowań do specjalistów, bez kolejek, nieograniczony dostęp do artykułów i wyrobów medycznych i nieograniczona rehabilitacja nie z budżetów domowych tych osób, tylko z pieniędzy płatnika NFZ. Chcemy zapewnić to, czego oczekują dorosłe osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności.

Wizyta na drugi dzień, ale... nie da się zapisać

Nowe przepisy weszły w życie w niedzielę. Z Dorotą Orłowską i jej mamą sprawdzamy, jak działają w praktyce. Rezygnujemy z wizyty w aptece, gdzie zgodnie z ustawą nie musielibyśmy stać w kolejkach. – Nie potrzebuję takiego ułatwienia, bo rzadko kupuję leki, no i u farmaceuty obok mojego domu nigdy nie ma tłumów – tłumaczy Dorota.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej