To efekt ostatnich publikacji „Wyborczej”, w których opisaliśmy działania śledczych wobec Jacka M. Blisko rok temu prokuratura oskarżyła go o wzywanie do nienawiści wobec Żydów i Ukraińców podczas jednej z organizowanych przez ONR manifestacji. Ale po interwencji zastępcy prokuratora generalnego Krzysztofa Sieraka akt został z sądu wycofany.

Oficjalnie w celu jego uzupełnienia, choć wśród wrocławskich śledczych zostało to jednoznacznie odebrane jako chęć ratowania byłego już duchownego (za swoje antysemickie wypowiedzi Jacek M. został suspendowany).

Wrocławscy prokuratorzy spełnili jednak wszystkie polecenia przełożonego z Warszawy i po przesłuchaniu kolejnych świadków, sporządzenia opinii biegłych, kilkanaście dni temu przygotowali dla Jacka M. nowe zarzuty. Tym razem chcieli oskarżyć go o nawoływanie do nienawiści w sposób ciągły w latach 2016-2017 w różnych częściach Polski i internecie. W tym celu zebrali w jedno śledztwo toczące się w jego sprawie postępowania w różnych częściach kraju. Również te już umorzone, jak sprawę kazania Jacka M., które jeszcze jako duchowny wygłosił w 2016 r. w białostockiej katedrze podczas mszy z okazji rocznicy powstania ONR.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej