Samolot na Kos miał odlecieć z Wrocławia wczoraj o godz. 23. Podróżni na radarze lotów zaobserwowali, że już był nad Wrocławiem, ale zawrócił i wylądował w Katowicach. Kilkadziesiąt osób, które miało odlecieć na Kos, po odprawie koczowało w hali odlotów. 

– Zorganizowalibyśmy sobie hotel sami, gdybyśmy tylko dostali informację, o której konkretnie odlecimy – mówi pan Łukasz. Tymczasem podróżni siedzieli i obserwowali tablice z odlotami.

– Najpierw mieliśmy mieć 1,5 godziny opóźnienia, później samolot miał odlecieć po godz. 5, następnie poinformowano o odlocie po 12. Jest 14, samolotu nadal nie ma – mówił nam czytelnik.

Podróżni rozmawiali z przedstawicielką biura Itaka na wrocławskim lotnisku. Przyszła rano i wręczyła im po dwa vouchery. Jeden na 24 zł (kawa na lotnisku we Wrocławiu kosztuje około 20), drugi na obiad. Mogli zjeść pierogi w lotniskowej restauracji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej