Najciekawszym wydarzeniem minionego sezonu był niewątpliwie „Orfeusz i Eurydyka” Glucka w reżyserii Mariusza Trelińskiego – przejmujący dramat o odchodzeniu i procesie godzenia się ze śmiercią, doskonały reżysersko i muzycznie. Dzięki współpracy z NFM operowych muzyków zastąpiła Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela, która zagrała muzykę Glucka na instrumentach historycznych, wykonując wiedeńską wersję opery z 1762 r. Kto nie słyszał, niech żałuje.

Największą produkcją okazało się superwidowisko „Nabucco” w reżyserii Krystiana Lady, które można było oglądać nawet bez biletu, bo scenę ustawiono na tyłach opery. Około 2 tys. widzów na każdym spektaklu, 200 wykonawców i zero wpadek technicznych. „Nabucco” rozpocznie też nowy sezon, ale już nie w plenerze, tylko na scenie operowej.

W przeszłości oglądaliśmy już superwidowiska w wersji kieszonkowej. Nie zawsze był to sukces. „Makbet” w Hali Stulecia (cztery lata temu, w reżyserii Brunona Bergera-Gorskiego) był oszałamiający, a w operze – przerażający. Trzymamy więc kciuki za „Nabucco”. W kwietniu zobaczymy też w wersji scenicznej „Fausta” Gounoda, który wyreżyserowany przez Beatę Redo-Dobber był superwidowiskiem w sezonie 2016/2017. Wystawiono go w Hali Stulecia, zobaczymy, jak się sprawdzi w operze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej