Auto wyjechało z drogi i uderzyło w ścianę pustego budynku, w którym kiedyś był sklep. Ratownicy reanimowali kierowcę 80 minut. Mężczyzny nie udało się uratować. Choć nie miał dokumentów, to szybko ustalono jego tożsamość – okazał się nim Robert B., przedsiębiorca  m.in. z branży paliwowej.

Jego wizerunek obiegł media w długi majowy weekend. 3 maja rano w terenie zabudowanym jechał bmw 158 km/h. Próbowali zatrzymać go policjanci z Oławy, trafili za nim do jego posesji we wsi Sobocisko. Robert B. uciekł im, omal nie rozjeżdżając jednego z nich.

Policjanci ostrzelali auto, które potem znaleźli porzucone we wsi Zagródki. Kierowca zniknął. Policjanci i prokurator przeszukali posesję, w samochodach znaleźli broń, a w domu kilkadziesiąt sztuk ostrej amunicji. Kilka dni później Robert B. zgłosił się na policję, miał odpowiadać za niezatrzymanie się do kontroli drogowej i przekroczenie dozwolonej prędkości. Śledczy ustalili, że ma on na koncie nieprawomocny wyrok za udział w grupie przestępczej, groził też śmiercią byłej żonie. – Ten człowiek jest niebezpieczny i czuje się kompletnie bezkarny. Kilka miesięcy temu przyjechał pod dom mojej matki, strzelał z pistoletu i krzyczał, że nas wszystkich pozabija – mówiła na początku maja „Wyborczej”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej