Na dziesięć minut przed startem Nocy pod płotem niemieckiego konsulatu na Podwalu ponad siedemdziesiąt osób stoi w ogonku. Już wiedzą, że na 18 nie uda im się wejść do środka, żeby posłuchać Zofii Wichłacz czytającej „Poza siebie” Sashy Marianny Salzmann.

- Wyczerpaliśmy limit miejsc, nie możemy wpuścić więcej niż siedemdziesiąt osób - rozkładają ręce wolontariusze.

Magiczna liczba "10"

Ci najbardziej zdesperowani ciskają się nerwowo. Bo przepadnie im jedno z dziesięciu zaplanowanych na ten wieczór spotkań z literaturą.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej