Na dziesięć minut przed startem Nocy pod płotem niemieckiego konsulatu na Podwalu ponad siedemdziesiąt osób stoi w ogonku. Już wiedzą, że na 18 nie uda im się wejść do środka, żeby posłuchać Zofii Wichłacz czytającej „Poza siebie” Sashy Marianny Salzmann.

- Wyczerpaliśmy limit miejsc, nie możemy wpuścić więcej niż siedemdziesiąt osób - rozkładają ręce wolontariusze.

Magiczna liczba "10"

Ci najbardziej zdesperowani ciskają się nerwowo. Bo przepadnie im jedno z dziesięciu zaplanowanych na ten wieczór spotkań z literaturą. Żeby udało się Noc połknąć w całości, trzeba działać precyzyjnie i skutecznie.

Przede wszystkim pamiętać, że tego wieczora panuje liczba 10 - jest dziesięć fragmentów książek, dziesięciu czytających (ośmioro aktorów, lektor Tomasz Knapik i krytyczka Justyna Sobolewska), dziesięć miejsc, w których dziesięć razy będzie można usłyszeć ten sam utwór.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej