Do zdarzenia z udziałem duchownego doszło w czerwcu 2016 roku. Grupa turystów chciała skorzystać z tarasu widokowego obok świątyni. Jeden z mężczyzn, mimo zakazu, wszedł na teren sanktuarium z niewielkim psem, yorkiem. Ksiądz Andrzej A. wyszedł z kościoła z paralizatorem i dwukrotnie poraził turystę w brzuch.

Sprawa trafiła do sądu, który na rzecz poszkodowanego Daniela Z. przyznał odszkodowanie w wysokości 10 tys. zł, a duchownego skazał na prace społeczne. Ksiądz od wyroku się odwołał, dlatego sprawę ponownie rozpatrywał sąd kolejnej instancji.

„W sanktuarium obowiązują reguły”

Mecenas Paweł Witkowski, obrońca duchownego, przekonywał, że to Daniel Z. sprowokował zajście.

– Nie jest tak, że bezbronny człowiek został zaatakowany przez szalonego oskarżonego. Ten mężczyzna był agresywny, wulgarny i zachowywał się nie tak, jak powinien w takim miejscu. Na terenie sanktuarium obowiązują reguły, które powinny być znane osobie wychowanej w kręgu kultury chrześcijańskiej – dowodził mecenas Witkowski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej