Suka ze szczeniakami w zamkniętym drewnianym boksie, prawie 25 padłych kur i drugie tyle jeszcze żywych, tak głodnych, że podskubywały zdechłe ptaki - widok, jaki zobaczyli w sobotę w miejscowości Kawice (powiat legnicki) inspektorzy Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, przeraził ich. - Pojechaliśmy tam zobaczyć, w jakim stanie są labradory. Dostaliśmy bowiem informację od człowieka, który w tej pseudohodowli kupił psa. Zwierzę było zaniedbane, zarobaczone, zapchlone i chore - opowiada Konrad Kuźmiński z DIOZ-u.

Gdy inspektorzy weszli do byłej świniarni, w jednym pomieszczeniu zobaczyli drewniany boks. - Jak trumna, w środku siedziała suka ze szczeniętami. Drzwiczki do ogrzewanego sporą lampą boksu były zamknięte, w środku było bardzo gorąco. Nie wiem, jak te psy tam wytrzymały i że nie ugotowały się żywcem - mówi Kuźmiński.

Zwierzęta nie miały wody. Były zarobaczone i chore. Korytarze w ich skórze drążył świerzbowiec. Właściciel posiadał dokumentację leczenia psów i ich szczepień, ale - jak uważają inspektorzy - najprawdopodobniej wypełniał ją sam.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej