Do zdarzenia doszło 22 stycznia w Żarowie na Dolnym Śląsku. Kotka siedziała na chodniku ulicy Wolności i nie mogła się ruszyć. Zlitowali się nad nią mieszkańcy, którzy zawieźli ją do weterynarza  w Oławie. Po badaniu okazało się, że została postrzelona śrutem. Sprawą zajął się Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. Dopiero wtedy zareagowała policja.

- Nie ma zgody na bestialstwo – mówi prokurator Marek Rusin, szef Prokuratury Rejonowej w Świdnicy, która nadzorowała czynności w podjętym śledztwie. – Nasza prokuratura podchodzi do spraw znęcania się z całą powagą i są one szczegółowo wyjaśniane. Niestety, jest ich bardzo dużo w regionie.

CZYTAJ TEŻ: Znęcali się ze szczególnym okrucieństwem nad szczeniakami. Zapadł wyrok

Kotka Misza, jak ją nazwano, była w bardzo złym stanie. Śrut uszkodził kręgosłup, kotka doznała urazu rdzenia kręgowego, które prawdopodobnie spowodowały paraliż kończyn i pęcherza moczowego. Zwierzę bardzo cierpiało, a leki nie pomagały. Dlatego weterynarz podjął decyzję o jej uśpieniu już w lutym.  Dwa dni temu, 17 kwietnia udało się funkcjonariuszom zatrzymać mężczyznę, który przyczynił się do jej cierpień i w efekcie najprawdopodobniej śmierci.  – Najpierw policjanci ustalili miejsce, z którego mógł paść strzał  - mówi prokurator Rusin. – Okazało się, że w mieszkaniu znajduje się broń pneumatyczna. Właściciele jednak zaprzeczali jej użyciu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej