– Statystyki są bezlitosne. Co czwarty z nas zachoruje na raka, a co piąty umrze z powodu nowotworu. Z roku na rok liczba nowych przypadków nowotworów złośliwych stale rośnie, szacuje się, że w roku 2029 zwiększy się ona do poziomu ponad 200 tysięcy – mówi Magdalena Sulikowska z Fundacji Alivia, która pomaga chorym na raka.

Poziom śmiertelności z powodu nowotworów w naszym kraju jest wyższy niż w Rosji. Natomiast pod względem skuteczności leczenia raka jelita grubego wyprzedza nas nawet Turcja. W rankingu dostępności do terapii onkologicznej Euro Health Consumer Index 2017 Polska plasuje się na niechlubnym 4. miejscu od końca – za nią pozostają tylko Grecja, Serbia i Litwa. A jak alarmuje Najwyższa Izba Kontroli, do 2025 r. nowotwory staną się główną przyczyną zgonów w Polsce, a zachorowalność na nie wzrośnie aż o 25 proc.

– Na leczenie nowotworów obok nierówności wynikających z różnic finansowych, wykształcenia czy znajomości, coraz większy wpływ ma także miejsce zamieszkania. Porównując poszczególne województwa, możemy zauważyć różnice w dostępie do ośrodków onkologicznych oraz diagnostyki, a to wpływa na czas oczekiwania na wizytę. Na przykład nie ma żadnego kompleksowego ośrodka między Bydgoszczą a Gdańskiem, a pacjenci ze Słupska jeżdżą do Szczecina – zaznacza Magdalena Sulikowska.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej