Szef PO, wystawiając w wyborach prezydenta Wrocławia Kazimierza Michała Ujazdowskiego, kalkuluje tak: były polityk PiS wzmocni Platformie prawe skrzydło, przyciągnie wyborców konserwatywnych do tej pory głosujących na PiS. Taktyka ta nie gwarantuje sukcesu.

Podobne transfery PO już praktykowała, np. z Ludwikiem Dornem, bez rezultatu. Pomysł na partię od lewa do prawa nie sprawdził się, był jednym z powodów porażki PO, bo wyborcy tego światopoglądowego wielogłosu nie rozumieli.

PO ma badania, z których wynika, że Ujazdowskiego partyjny elektorat zaakceptuje. Tyle że jedynym na razie efektem wysunięcia jego kandydatury jest wzburzenie środowisk liberalnych i lewicowych. Pomysł, że Ujazdowski będzie kandydatem antypisowskiej opozycji, zgodnie odrzuciły Nowoczesna, SLD, Zieloni, Razem, wrocławskie ruchy miejskie, organizacje broniące praw kobiet.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej