Do Wrocławia premier został zaproszony jako gość honorowy uroczystości rocznicowych sprzed pół wieku. 14 marca 1968 r. studenci Politechniki Wrocławskiej zbuntowali się solidaryzując się z zatrzymanymi w Warszawie Adamem Michnikiem i Henrykiem Szlajferem. Wizytę w swoim rodzinnym mieście Morawiecki wykorzystał jednak nie tyle do wspomnień, co opowieści według przyjętego przez PiS przekazu w sprawie wypędzanych z Polski 50 lat temu Żydów.

AKTUALIZACJA: "Poczynania PiS niechrześcijańskie". Te słowa miał wypowiedzieć 93-letni bohater Marca 68, który wyszedł ze spotkania z premierem

– Bohaterowie tamtych czasów nie mogą się tłumaczyć z nie swoich grzechów – mówił – Za wypędzenia naszych żydowskich współobywateli odpowiada nie władza polska, a władza nam narzucona, przyniesiona na sowieckich bagnetach.

Od historii do propagandy

Przemówienie premiera było mało składne i pełne dygresji. Raz mówił o historii Izraela, potem o Polsce Jagiellonów, by za chwilę wypalić: – Przejdźmy do antypolonizmu, z którym tak bardzo musimy się dziś zmagać. Jak niby przez lata mogliby w Polsce żyć nasi żydowscy współbracia, gdyby było im tu gorzej niż gdziekolwiek na świecie? Tu im było najlepiej! Batory pozwolił im handlować w święta chrześcijańskie, czego nie pozwala nawet obecna władza – perorował szef rządu. I dalej: – Wspominamy ostatnio żydów wypędzonych z Polski w 1968 roku. Ale nie zapominajmy o tych Polakach, którzy zostali wypędzeni przez Stalina po II wojnie światowej. Ich były setki tysięcy!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej