Zrzeczenie się przez Babiarza funkcji i członkostwa w partii nie dla wszystkich w PiS-ie było wielkim zaskoczeniem. W wydanym w środę wieczorem oświadczeniu poseł napisał: „Od wielu miesięcy moje nazwisko wykorzystywane jest w kontekście sprawy wrocławskiego PCK. Czuję się niewinny, jednak dla dobra imienia oraz partii, z którą byłem związany przez kilkanaście lat, podjąłem decyzję o rezygnacji”.

– Atmosfera wokół Piotra gęstniała od kilku miesięcy. Kiedy jednak prokuratura aresztowała zaprzyjaźnionego z nim od lat Jerzego G., to został poproszony o opuszczenie naszych szeregów. Choć wobec niego żadnych zarzutów nie ma – mówi nam osoba z PiS, zorientowana w sprawie.

Koperta na gazetkę dla posła

Jerzy G., wybrany z listy PiS radny sejmiku województwa i były już dyrektor dolnośląskiego oddziału PCK, siedzi dziś w areszcie z zarzutem wyprowadzenia z niego kwoty ponad 1,1 mln zł. Z Babiarzem znają się jeszcze ze studiów. Wspierali się wzajemnie w życiu i polityce. Razem prowadzili firmę sprzątająca, razem pracowali w PCK, z którego Babiarz odszedł, gdy w 2014 roku objął mandat poselski po Kazimierzu Ujazdowskim, który przeniósł się do Europarlamentu. Został jednak honorowym wiceprezesem oddziału. Prezesem był w tym czasie inny człowiek przez długi czas związany z PiS – Rafał Holanowski, w przeszłości, podobnie jak Jerzy G., radny sejmiku województwa, dziś biznesmen, właściciel holdingu Supra i udziałowiec Śląska Wrocław.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej