O wrocławskim komendancie Zbigniewie Raczaku cała Polska usłyszała na początku stycznia, kiedy to został w nocy znaleziony przez patrol Służby Ochrony Kolei na ul. Hubskiej. Był pijany, pobity, szedł ulicą bez kurtki i butów. Za nieetyczne zachowanie następnego dnia został odwołany ze stanowiska przez szefa MSWiA.

Trwale niezdolny do służby

Do wyjaśnienia sytuacji, w jakiej znalazł się komendant, do Wrocławia przysłany został specjalny zespół kontrolny z Komendy Głównej. I choć policja obiecywała szybkie wyjaśnienie sprawy, do dziś nie są znane efekty jego prac.

Nieoficjalnie wiadomo jednak, że kilka godzin przed tym, jak Raczak został zatrzymany, brał udział w towarzyskiej imprezie z innymi wysoko postawionymi oficerami, świętując swój planowany awans na stanowisko zastępcy Komendanta Wojewódzkiego Policji.

W ubiegłym tygodniu RMF poinformował, że od kilku dni Raczak jest już na rencie. Tej informacji nikt nie chciał jednak oficjalnie potwierdzić. W rozmowie z „Wyborczą” zrobił to wczoraj rzecznik KGP mł. insp. Mariusz Ciarka. – Komendant stanął przed komisją lekarską MSWiA, a ta uznała go za trwale niezdolnego do pełnienia służby. 9 lutego został w związku z tym zwolniony i od tego czasu pozostaje poza strukturami policji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej