Wrocławianie coraz rzadziej skarżą się na strażników miejskich. Z roku na rok do specjalnej komórki rozpatrującej skargi wpływa coraz mniej zażaleń. Jeszcze pięć lat temu do straży miejskiej wpłynęło około 200 skarg. W ubiegłym roku było ich prawie o połowę mniej, bo 115.

– To świadczy o tym, że popełniamy mniej błędów, pracę wykonujemy pragmatycznie, a podejmowane przez nas czynności znajdują zrozumienie wśród wrocławian – cieszy się Waldemar Forysiak, rzecznik prasowy Straży Miejskiej Wrocławia. Zapewnia też, że wszystkim skargom straż miejska przygląda się bardzo uważnie. – Dobrze, że są, bo nie pozwalają na uśpienie naszej czujności. Jakby ich nie było moglibyśmy przegapić jakieś uchybienia. A tak patrzymy na skargi, grupujemy je i w przypadkach, w których tych skarg jest najwięcej przeprowadzamy szkolenia i rozmowy z funkcjonariuszami – mówi.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej