Prokuratorskie śledztwo przeciwko Frasyniukowi to efekt ubiegłorocznej blokady miesięcznicy smoleńskiej, w której wziął udział były opozycjonista. Policja wyciągała go z niej siłą, ale ostatecznie to Frasyniuk usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dwóch funkcjonariuszy. Po pierwszym przesłuchaniu na policji sukcesywnie odmawiał jednak stawiania się na kolejne w prokuraturze.

– Te przesłuchania mają charakter politycznej represji, a policja i prokuratura działają na jej zlecenie - tłumaczył wtedy „Wyborczej” Frasyniuk.

Po kolejnym niestawieniu się w prokuraturze, dziś o świcie do domu Frasyniuków, jak w latach 80., zapukali policjanci.

– Było może pięć minut po godz. 6. Było ich pięciu – opowiadała rano „Wyborczej” żona opozycjonisty Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk. Jak relacjonowała, funkcjonariuszom towarzyszył tajemniczy kamerzysta. – Jako jedyny miał zasłoniętą twarz, więc zakładam, że zdjęcia z zatrzymania męża zobaczymy w dzisiejszych „Wiadomościach”. Nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie, dokąd męża zabierają.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej