Już w piątek – według portalu AirVisual.com – Wrocław był najbardziej zanieczyszczonym miastem świata. Po czarnym piątku przyszła równie fatalna sobota.

Powietrze było bardziej zanieczyszczone niż w indyjskim Delhi czy wietnamskim Hanoi i w tej kategorii Wrocław ponownie był najgorszym miastem na świecie. Brudu w powietrzu znajdowało się tak dużo, że słabo widoczny był Sky Tower.

Państwowe mierniki pokazywały nawet 700-800 proc. przekroczenia normy pyłu PM2,5. Ten pył – to bardzo drobne cząstki, przez które do organizmu dostają się substancje rakotwórcze. Pył przyczynia się również do zapalenia naczyń krwionośnych i miażdżycy.

Wrocławska chmura smogowa była widoczna nawet z kosmosu i zarejestrowały ją satelity NASA. Dopiero w niedzielę sytuacja lekko się unormowała. Nie oznacza to, że nagle stało się czysto: czujniki nadal wskazywały 200 proc. przekroczenie normy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej