Rozmowa z dr. Adamem Domanasiewiczem

Magdalena Kozioł: Widział pan zdjęcia odmrożeń Elizabeth Revol, kiedy Denis Urubko i Adam Bielecki sprowadzili ją z Nanga Parbat? Faktycznie grozi jej amputacja palców?

Adam Domanasiewicz: – Jeżeli w odpowiednim okresie po rozmrożeniu odmrożonej kończyny nie są poddane leczeniu trombolitycznemu, ich stan się pogarsza z dnia na dzień i palce ciemnieją. Stan Revol oceniał Emmanuel Cauchy, lekarz, ekspert od medycyny górskiej z Chamonix, który jest ojcem tej terapii trombolitycznej. Czy i kiedy ją zaaplikowano, nie wiem. Ze zdjęć, które obiegły media, mogę jedynie stwierdzić, że palce u stóp ma odmrożone w stopniu trzecim [martwica skóry, owrzodzenia]i czwartym [całkowita martwica tkanek, obejmująca struktury kostne, jak i mięśniowe – red.], a rąk – w trzecim.

Można je uratować? Pan z odmrożeń przecież leczył Artura Hajzera, Tamarę Styś, Macieja Stańczaka, Tomka Walfarta oraz konsultował Adama Bieleckiego, Janusza Gołąba, kiedy po wyprawach w Himalaje i Karakorum przyjechali do szpitala w Trzebnicy.

– Niestety, himalaiści trafiają na leczenie dość późno, kiedy odmrożone u nich tkanki ulegają już martwicy. W większości placówek w kraju amputuje się taką część ciała, a pacjenta wypisuje do domu. Moim zadaniem było odsuwać taką decyzję jak najdłużej i dać organizmowi szansę na regenerację.

To proces długotrwały i wyzwanie logistyczne dla szpitala. Trzeba bowiem prowadzić leczenie w komorze hiperbarycznej, podać leki rozszerzające naczynia krwionośne, przeprowadzić przeszczepy skóry lub pokryć kikuty płatami unaczynionymi, żeby pacjent tracił jak najmniej z długości palców.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej