Rozmowa z Karolem Nienartowiczem, fotografem.

Joanna Dzikowska: Takich gór, jak na pana fotografiach, nie widziałam nigdy na żywo.

Karol Nienartowicz: To kwestia determinacji i szczęścia. Trzeba czasem zmoknąć i zmarznąć, wyjść w góry podczas złej pogody, zmienić plan wyprawy, iść dalej albo szybciej, zostać gdzieś dłużej. Zmęczyć się. Wyjść poza strefę komfortu. Wszystko po to, aby znaleźć odpowiedni kadr i światło.

No, a potem trzeba spędzić trochę czasu cyfrowej ciemni. Jeśli któryś z profesjonalnych fotografów pejzażu twierdzi, że w ogóle nie używa programów graficznych, prawdopodobnie kłamie. Chodzi o to, aby używać ich z rozsądkiem. Ponadto bardzo często korzystam z bogatego zestawu filtrów połówkowych, które pomagają rozszerzyć głębię tonalną zdjęć i uzyskać efekty, których nie da nawet zaawansowana obróbka.

A szczęście?

– Dzięki szczęściu zrobiłem mnóstwo dobrych zdjęć.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej