W Zakładzie Karnym w Strzelinie Rybak, jeden z nieformalnych liderów wrocławskich nacjonalistów, przebywał od listopada. Trafił tam po tym, jak w listopadzie 2015 roku na wrocławskim Rynku spalił kukłę symbolizującą Żyda – w jarmułce, z pejsami i w chałacie. Sąd skazał go na to na trzy miesiące bezwzględnego więzienia, ale zaraz potem pozwolił odbywać karę w warunkach tzw. dozoru elektronicznego. Rybak nie dopełnił jednak warunków i ostatecznie trafił za kraty.

CZYTAJ TEŻ: Podpalacz kukły Żyda znów nadaje zza krat

W więzieniu też nie sprawował się bez zarzutu. Dwukrotnie udzielił telefonicznego „wywiadu”, pełnego antysemickich treści, w którym atakował wymiar sprawiedliwości. Za karę trafił z oddziału półotwartego na zamknięty. W tej drugiej rozmowie, zamieszczonej w internecie przed świętami podpalacz wezwał swoich zwolenników, by 5 stycznia kiedy będzie opuszczał mury więzienia stawili się w Strzelinie, by „godnie go powitać”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej